Tempera wyraźnie słyszała głos księcia, którego uważnie

- Nie mógłbym na ciebie poczekać? Potem odprowadziłbym

- Przecież już skończyliśmy, prawda? - Flic spojrzała na
za przyjaźń, jaką darzył mnie twój ojciec, i za twoją dobroć i
puste, a to oznaczało, że będzie musiała zapłacić za pogrzeb i rachunek hotelowy z własnych oszczędności.
Imogen stała oparta o jedną z szafek i nic nie mówiła.
- Jaki to szantaż? - bagatelizował Tanner. - Mogłoby
Była już za progiem, ale zawróciła.
czy ktoś cię wkurzył? - Zastanawiała się przez chwilę. - A może mam
easyfinance offer online payday loans no credit check legit money lender cały zamek był jeszcze uśpiony. W przestronnym chłodnym
zbyt szybko, gdyby bowiem to zrobił, w razie ujawnienia
Zuzanna wyciągnęła pióro i ucisnęła mocno ranę ściereczką.
się leciutko w tłumionym uśmiechu.
Lorenzo zmarszczył brwi.
sukni letni kapelusz przybrany chabrami, poczuła się, jakby
- Tylko dlatego, że masz paranoję... - mruknął do siebie, nie kończąc
Sprawdź mapa koronawirusa na świecie

Pavonowi i jego kumplom, że ktoś ich śledzi. Staliby się bardziej

- Dzięki - powiedziała Milla, rozglądając się wokół. - Widziałeś
przyświecały Diazowi. Przecież dopiero wracała do pełnej sprawności

- Dzięki, Rip. Słodki jesteś.
potrafił bez reszty wyzbyć się tej niepokojącej gwałtowności, która
PIT - ...A tak mogło być gorzej. Jeśli uciskasz tętnicę zbyt długo,
scenariusz. Nie miało to może wiele wspólnego z charakterem Diaza,
ewentualnym atakiem. Wiedziona nagłym impulsem, złapała garnek,

mógł. Później wparowałam do kantyny, oferując dziesięć tysięcy
zasady otwarcia galerii handlowych - Małżeństwo nie byłoby mądrym ruchem - powiedziała.
- W domku gościnnym. Zbudujemy go... tutaj... - Wskazał ręką mostek. Za nim po drugiej stronie strumyka był dół. T. John pociągnął długi łyk piwa z puszki. - Jest pan pewien, że nie powinna wrócić do szpitala? - Będzie dobrze - uciął Brig. - Mama ciężko przeżyła stratę Chase’a, ale wierzy, że go zobaczy w przyszłym życiu. Poza tym, kiedy Buddy wyjdzie ze szpitala, będzie musiała się nim opiekować. - Miał chłopak szczęście. Wszyscy mieliśmy. - Cassidy uśmiechnęła się do Briga. - Dzięki Bogu. - Podrapał się w brodę. - Mama chce być też blisko Reksa, bo Dena go zostawiła. Cassidy przeczesała palcami włosy. - Moja matka była przekonana, że Rex miał romans z Angie. - Jezu... - Wielu ludzi tak myślało - przyznał Brig. - On twierdzi, że nigdy jej nie dotknął, a Sunny mu wierzy. Cassidy wpatrywała się w odległe wzgórza. Do tej pory nie zdołała uporządkować swoich uczuć. Dziwnie było myśleć o rozwodzie rodziców, chociaż wiedziała, że ich małżeństwo nigdy nie było zbudowane na trwałej opoce. Miała tylko nadzieję, że od kiedy dusza Angie spoczywa w spokoju, oni będą szczęśliwsi. - Nie sądzę, żeby tata kiedykolwiek tknął Angie. Przynajmniej nic takiego nie pamiętam. Tata ją kochał, owszem, ale jego jedyną prawdziwą miłością była Lucretia. Po prostu czasem zlewała mu się w jedną całość z Angie, ale nie do tego stopnia, żeby... - Nawet nie potrafiła tego wypowiedzieć. Kazirodztwo. Coś wstrętnego. Gdyby tak się sta-ło, to na pewno by wiedziała. Ale przecież nie domyśliła się, co łączyło Derricka i Angie. Ale Rex wiedział. Kiedy ich romans okazał się prawdą, stary Buchanan niemal przypłacił to życiem. Na szczęście Sunny pomogła mu przez to przejść. Na myśl o przyrodnim bracie i Angie, Cassidy poczuła mdłości i musiała szybko napić się herbaty. Teraz, kiedy była w ciąży, jej żołądek często chciał się pozbyć swojej zawartości. Zauważyła, że obaj mężczyźni się jej przypatrują, czekając, żeby powiedziała coś więcej. - Tata... On był, jak każdy mężczyzna w tym mieście, prawie zakochany w Angie. - Nie każdy mężczyzna - przypomniał jej Brig, uśmiechając się szelmowsko. - W porządku. Nie każdy, ale większość. Nieważne. Mama jest o wiele szczęśliwsza w Palm Springs - z daleka od skandalu i z dala od plotek. Tam nikt nie wie, co się stało. Brig mrugnął do żony porozumiewawczo. - Chyba się bała, że moja mama ją przeklnie. - Oj, ty! - Cassidy skrzywiła się, ale wybuchnęła śmiechem. Zastępca szeryfa też uśmiechnął się szeroko. - Naprawdę nie winię Deny. Sunny jest inna i... cóż, ten jej dar... - Może się przydać następnemu szeryfowi, jeżeli się nauczy z nią współpracować, a nie działać przeciwko niej - stwierdził Brig. - Hm. - T. John wypił resztę piwa i zgniótł puszkę w dłoni. - Zastanowię się nad tym. - Proszę nie zapomnieć. - Jasne. - Pomachał ręką i poszedł. Brig przyglądał się kasecie i czekom. Samochód Wilsona wyjechał z podwórka. Brig mrugnął do żony. Był dumny że w końcu nosi jego nazwisko. Pani McKenzie, żona Briga. Cassidy dotknęła brzucha. Już wybrali imiona. Jeżeli urodzi się chłopiec będzie się nazywał Chase William McKenzie i czasami będą na niego wołać Buddy. Jeżeli będą mieli córkę, też pewnie będą nazywać ją Buddy. Tylko tak mogą odwdzięczyć się Buddy’emu za to, że uratował Brigowi życie. Przeżyli wiele bólu, ale teraz czeka ich szczęśliwe życie. Cassidy wpatrywała się w figlarne oczy męża. Nie mogła pozwolić, żeby gnębił ją żal. Poczuła, że kąciki jej ust unoszą się do góry. - Wiesz, wpadłem na niesamowity pomysł. - Brig przyciągnął ją delikatnie do siebie. - Tak? - spojrzała na niego złotymi oczami, które wiele lat temu zawładnęły jego duszą. - Niebezpieczny? - Oczywiście. - Czy trzeba się do tego rozbierać? - Zdecydowanie. - Wziął ją za rękę i wprowadził do koryta strumyka Lost Dog, gdzie wiele lat temu prawie utopił się Buddy. Teraz, późną jesienią, płynęła tu zaledwie strużka wody. Brig zgarnął nogą trochę suchych liści i patyków na błotnisty brzeg, a potem uklęknął. Z łobuzerskim błyskiem w oku położył czeki i kasetę wideo na przygotowanym stosie. Polał je płynem do zapalniczki. - Co robisz? - Pozbywam się śmieci. - Pstryknął zapalniczką i patrzył, jak stos zajmuje się płomieniem. Małe płomyki syczały i trzaskały, pożerając czeki. Papier i drewno poszły z dymem. Kaseta wideo stopiła się od gorąca. Potwornie śmierdziało. Brig zdeptał nogą popiół i ogień szybko zgasł. Koniec. Wreszcie. Czuł ból z powodu Chase’a, z powodu lat straconych na Alasce, ale wreszcie był w domu. Z Cassidy. Tu, gdzie jego miejsce. Na zawsze. Ogromny ciężar spadł mu z serca. Wstał i zaborczo objął Cassidy w pasie.
pistolet w dłoni i podał go Milli rękojeścią naprzód.
naturalnie.
an43
Polecane obozy żeglarskie na Mazurach

©2019 www.formam.pod-metal.mazury.pl - Split Template by One Page Love